Geoblog.pl    dizzy    Podróże    INDONEZJA, CHINY, HONG KONG,: pazdz- listop. 2009 I&D    Gili Trawangan
Zwiń mapę
2009
05
lis

Gili Trawangan

 
Indonezja
Indonezja, Gili Trawangan
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 39168 km
 
Obieramy sobie jako kierunek wyspe Gili Trawangan.

Rano mamy nagrany transport do portu, ktory jest na polnocnym zachodzie. Placimy 60tys. za 2 osoby.

Wysokie i strome podjazdy. Niezle musi sie napracowac, zeby podjechac pod gore.

Z tlumika kopci sie, az czarno.


Piekne widoki!

Widac 3 wyspy Gili na ktore planujemy plynac.



Pan zostawia nas w kafejce..i mamy czekac na kolejny transport do portu.

Oczywiscie w kafejce pytaja sie co zamawiamy (czyli znow chca wyciagnac kase od turysty)..

Hmm.. skad my to znamy. Patrzymy na siebie- juz w Tajlandii kupilismy w biurze transport i jechalismy krotki odcinek caly dzien z przesiadkami.. siedzelismy kilka godzin w kafejce, az wszyscy zglodnieli i chcac nie chcac zaczeli zamawiac jedzenie.. ale nie, twierdzi, ze za pol godziny bedziemy wyjezdzac. Faktycznie po 20 minutach sie zbieramy jednak juz jestesmy bojowo nastawieni przeciw probom naciagania..... czeka na nas woz zaprzezony w kucyka. Jak juz siedzimy tam, dowiadujemy sie, ze od kazdego z nas chca po 20tys rupii. Zaplaclilismy za transport juz przeciez! Okazuje sie, ze jedziemy tym kucykiem jakies 200m.

Teraz to juz sie zdenerwowalismy:

Tutaj statek zabiera nas w 4godzinny rejs za 62tys. rupii, a tutaj mamy zaplacic 40tys. za 2 minuty?

Stwierdzamy, ze nie ma mowy. Zaplacilismy juz za transport do portu. Skad nagle dodatkowa oplata i to w takiej wysokosci??!

Na to pan od konika, ze on jest inna firma i oni osobno transportuja.

Wiec my na to, ze zaplacilismy za transport do samego portu juz i gdyby nas laskaiwe poinformowal ile metrow stad jest port, przeszlibysmy sie na piechote.



W koncu mowimy, ze damy mu 10tys. i ani rupii wiecej.

Klocilismy sie z nim dluuugo.

Po czym widzac, ze dostanie tyle, albo nic, zgadza sie.



Przyplywa 30 osobowa lodz- transport publiczny.

Trzeba zdjac buty i wejsc po kolana do wody, zeby sie dostac na stara drewniana i malo stabilna lodke.

Plyniemy jakies 30 minut a razem z nami jaja, kury, koguty, policjanci :). Na statku mila kobieta a dwojka dzieci i mezem zagaduje nas.

Jesli zagaduja, wiadomo od razu, ze jest cos na rzeczy. Oczywiscie nie mylimy sie- chce nam wynajac pokoj. Poniewaz ona i maz sprawiaja mile wrazenie, w przeciwienstwie do calej bandy naganiaczy- cwaniaczkow.

Doplywamy. Pieknie! Waska dluuuga plaza, cudowna turkusowa woda, zero pojazdow napedzanych benzyna.

Tylko kucyki zaprzegniete w wozy i rowery. Nawet asfaltu nie ma :)



Ogladamy bungalow polecony przez pania, jednak nie tego oczekujemy.

Francuzkimi pieskami nie jestesmy, ale chcemy miec czysta posciel i zadbana lazienke.

Po godzinie znajdujemy nocleg- duzy ladny pokoj z ogromnym lustrem z klima. Wszystko nowe.

Targujeny sie na 250tys. rupii za noc. Wokol duzo hoteli za 300tys., 400tys., 600tys, standard nijak nie jest lepszy od naszego, ktory wybralismy.



Dowiadujemy sie, ze tak to jest tutaj zorganizowane, ze kazdego wieczoru inna knajpka organizuje impreze. Dzis to Irish Pub.

Faktycznie, wieczorem mnostwo osob jest w tym miejscu. Sympatycznie :)

Krazymy sobie i zaczepia nas dwoch Polakow :) :) Zbyszek i Marcin. O nich w kolejnym wpisie :)









 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (17)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
dizzy

Iza i Darek
zwiedzili 11.5% świata (23 państwa)
Zasoby: 165 wpisów165 31 komentarzy31 1286 zdjęć1286 0 plików multimedialnych0
 
Nasze podróżewięcej
 
01.05.2013 - 03.05.2013